m. TurekSamorząd

Po co burmistrzowi wojna z wicemarszałkiem Jankowiakiem?

Dariusz Młynarczyk

Burmistrz Turku Romuald Antosik ostro zaatakował wicemarszałka Wojciecha Jankowiaka po uruchomieniu autobusów Kolei Wielkopolskich między Turkiem a Koninem. Rozczarowanie liczbą kursów można zrozumieć. Trudniej zrozumieć, po co burmistrzowi tak bezpośrednia polityczna konfrontacja.

Uruchomienie połączeń autobusowych Kolei Wielkopolskich między Turkiem a Koninem wywołało zdecydowaną reakcję burmistrza Romualda Antosika. We wpisie opublikowanym w mediach społecznościowych włodarz miasta nie ograniczył się do krytyki rozkładu jazdy. Uderzył bezpośrednio w wicemarszałka województwa wielkopolskiego Wojciecha Jankowiaka (PSL).

Burmistrz napisał m.in., że „przykre jest to, jak zostało potraktowane nasze miasto i powiat przez Wicemarszałka Województwa Wielkopolskiego Wojciecha Jankowiaka”. Zarzucił też politykom uczestniczącym w inauguracji połączeń, że wydarzenie zostało „skonsumowane politycznie”.

Rozczarowanie zrozumiałe. Atak już mniej

Można podzielać rozczarowanie burmistrza skalą uruchomionych połączeń. Turek potrzebuje nie kilku symbolicznych kursów, ale realnej siatki transportu publicznego, która pozwoli mieszkańcom dojechać do Konina, Poznania, Kalisza czy Łodzi. W tej części stanowisko Antosika trudno kwestionować.

Jednak czym innym jest domaganie się większej liczby autobusów, a czym innym publiczny i personalny atak na wicemarszałka odpowiedzialnego w samorządzie województwa za transport.

Zwłaszcza że chwilę wcześniej Zarząd Województwa Wielkopolskiego przyznał miastu ponad 16,6 mln zł na budowę centrum przesiadkowego. Trudno więc przekonywać, że samorząd województwa „zostawił Turek samemu sobie”.

Co więcej, nowa usługa Kolei Wielkopolskich nie musi być końcem rozmowy o transporcie. Może być początkiem. Rozkład można rozszerzać, badać frekwencję i uruchamiać kolejne kursy. Do tego jednak potrzebna jest współpraca.

Czy publiczne uderzenie w jedną z najważniejszych osób odpowiadających za transport w Wielkopolsce ma tę współpracę ułatwić?

Jankowiak jako wygodny przeciwnik?

Dlatego można postawić inne pytanie: czy rzeczywistym celem tak ostrego wpisu jest wyłącznie walka o lepszą komunikację?

Burmistrz ma obecnie sporo problemów na własnym podwórku.

Geotermia, w którą razem z odwiertami zainwestowano dziesiątki milionów złotych, od dawna jest gotowa infrastrukturalnie, ale mieszkańcy wciąż czekają na jej pełne uruchomienie i efekty, które miały z tej inwestycji wynikać. Tymczasem PGKiM podniosło ceny ciepła, wskazując wśród przyczyn również koszty związane z inwestycją geotermalną.

Do tego dochodzą problemy z miejskimi inwestycjami. Na osiedlu Wyzwolenia część prac została wstrzymana w związku ze sporem dotyczącym rosnących tam drzew i planami ich usunięcia.

Problem odorów w mieście nie został w pełni wyjaśniony i rozwiązany. Były kontrowersje związane z odszczurzaniem w centrum Turku. Coraz częściej mieszkańcy mogą mieć wrażenie inwestycyjnego chaosu i ciągłego gaszenia kolejnych problemów.

Na takim tle wskazanie zewnętrznego przeciwnika jest politycznie wygodne.

Ucieczka do przodu

Nie przesądzam, że właśnie taki był zamiar burmistrza. Ale polityczny efekt jego wpisu jest oczywisty: zamiast rozmowy o problemach miasta mamy dziś dyskusję o tym, czy wicemarszałek Jankowiak dał Turkowi wystarczająco dużo autobusów.

Wojciech Jankowiak został więc potraktowany w tej narracji instrumentalnie, jako adresat publicznego gniewu i symbol kogoś, komu można przypisać odpowiedzialność za komunikacyjne problemy Turku.

To klasyczna polityczna ucieczka do przodu: zaatakować pierwszy i przenieść ciężar debaty na teren wygodniejszy dla siebie.

Tyle że mieszkańcom od kolejnej politycznej wojny autobusów nie przybędzie.

Jeżeli burmistrz rzeczywiście chce zwiększenia liczby połączeń, skuteczniejsza może okazać się rozmowa z samorządem województwa, Kolejami Wielkopolskimi i wicemarszałkiem Jankowiakiem niż publiczne wskazywanie winnego.

Dariusz Młynarczyk

__________________________

Polityczne postscriptum. Flaga, która pojawia się i znika

Na marginesie całego sporu uwagę zwraca jeszcze jeden detal.

Do wczorajszego wpisu Romuald Antosik dołączył pozowane zdjęcie wykonane w maju 2025 roku, tuż przed wyborami prezydenckimi. Na fotografii w gabinecie burmistrza nie ma flagi Unii Europejskiej.

Samo w sobie nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że na wielu wcześniejszych i późniejszych zdjęciach z gabinetu burmistrza flaga UE już jest, stoi obok flagi Polski i flagi miasta.

A teraz znów jej nie ma. Przynajmniej na fotografii, którą burmistrz świadomie wybrał do zilustrowania swojego mocno politycznego wpisu.

Flaga Unii Europejskiej w gabinecie burmistrza Turku najwyraźniej pojawia się i znika.

Być może to przypadek. Być może zwykła kwestia tego, kiedy wykonano dane zdjęcie. Ale politycy doskonale wiedzą, że w ich gabinetach symbole również komunikują. Nie ma przypadków, są tylko znaki…

Dlatego trudno nie zadać pytania: 

dlaczego akurat do tak ostrego politycznego wpisu burmistrz wybrał fotografię bez flagi Unii Europejskiej, skoro na wielu nowszych zdjęciach ta flaga stoi w jego gabinecie? Przypadek, polityczna kalkulacja, czy może kolejny sygnał, że Romualdowi Antosikowi coraz bliżej do retoryki środowisk, którym z unijną symboliką wyraźnie nie po drodze?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

cztery × 5 =