Gospodarkam. Turek

Burmistrz przyznał rację KO. Komunikacja miejska jednak potrzebna

Jeszcze miesiąc temu burmistrz Romuald Antosik podważał sens miejskiej komunikacji publicznej. Dziś zapowiada, że autobusy ruszą już 5 października. To jeden z głównych postulatów Koalicji Obywatelskiej w Turku, zgłaszany od lat. Można więc bić brawo za zmianę decyzji. Problem w tym, że sposób przygotowania przedsięwzięcia budzi coraz więcej pytań.

Burmistrz ogłosił, że Turek uruchamia komunikację miejską, a przejazdy mają być bezpłatne dla mieszkańców. Trasy mają obejmować m.in. okolice przychodni, szpitala i sklepów wielkopowierzchniowych. Szczegóły miasto dopiero ma przedstawić.

Tymczasem miejska komunikacja publiczna nie jest nowym pomysłem. W programie Koalicji Obywatelskiej z 2024 roku była jednym z trzech głównych postulatów, obok mieszkań komunalnych i geotermii. Radni KO wracali do tego tematu przy planowaniu kolejnych budżetów, wnioskując o zabezpieczenie środków przynajmniej na przygotowanie koncepcji zorganizowania komunikacji publicznej w Turku. Radna Marta Kiszewska raz samodzielnie i dwukrotnie ze Zbigniewem Korzeniowskim składała wnioski we wrześniu 2024, we wrześniu 2025 i ostatnio 15 września 2026 r.

Można więc powiedzieć wprost: burmistrz ostatecznie uznał jeden z głównych postulatów KO za słuszny.

Miesiąc temu sceptyczny, dziś autobusy

Jeszcze niespełna miesiąc temu burmistrz w rozmowie ze mną ironizował na temat komunikacji miejskiej: „Najważniejsze żeby ludzie pojeździli sobie w mieście. A co tam że nie mogą jechać gdzieś dalej”. Na moją uwagę, że lekceważy problem, zaczął przekonywać, że „nie da się zaklinać rzeczywistości, mieszkańcy Turku nie mają problemu z przemieszczaniem się po mieście„, lecz z wydostaniem się poza Turek.

Minął niespełna miesiąc i stanowisko burmistrza zmieniło się o 180 stopni.

Zmiana zdania sama w sobie nie jest problemem. Można nawet uznać ją za dobrą wiadomość. Problemem jest podejmowanie decyzji pod wpływem impulsu. Od sceptycyzmu do zapowiedzi uruchomienia komunikacji w ciągu kilkunastu dni droga okazała się wyjątkowo krótka.

Komunikacji publicznej nie organizuje się z dnia na dzień

Uruchomienie komunikacji miejskiej to nie jest podstawienie autobusu, narysowanie jednej trasy na mapie i ustawienie kilku przystanków.

Nawet w 24-tysięcznym mieście, na powierzchni około 16 km², trzeba wcześniej odpowiedzieć na podstawowe pytania. Gdzie mieszkają potencjalni pasażerowie? Dokąd najczęściej podróżują? W jakich godzinach? Jak połączyć największe osiedla ze szpitalem, szkołami, centrum miasta, targowiskiem, dużymi zakładami pracy czy przyszłym centrum przesiadkowym?

Trzeba zdecydować, czy potrzebna są dwie linie, a może trzy lub nawet cztery. Trzeba wyznaczyć częstotliwość kursów i sprawdzić, czy rozkład odpowiada godzinom pracy, nauki i funkcjonowania najważniejszych instytucji.

Jak często powinien kursować autobus: co 20, 30 czy 60 minut? Ilu pasażerów można się spodziewać? Jakie autobusy są potrzebne? Ile będzie kosztował jeden wozokilometr i cały rok funkcjonowania systemu?

Ustawa o publicznym transporcie zbiorowym wskazuje wprost, że do zadań organizatora należy m.in. badanie i analiza potrzeb przewozowych, organizacja sieci oraz kwestie związane z przystankami i operatorem. To nie jest więc wyłącznie „dobra praktyka”, ale element ustawowo rozumianego organizowania transportu.

I tu pojawia się najważniejsze pytanie: czy takie analizy zostały w Turku wykonane?

Jedna źle zaplanowana linia może zaszkodzić całemu pomysłowi

Największe ryzyko polega na tym, że źle zaprojektowana komunikacja może szybko zostać uznana za niepotrzebną.

Jeżeli autobus będzie jeździł zbyt rzadko, trasa okaże się mało funkcjonalna albo godziny kursów nie będą odpowiadały potrzebom mieszkańców, frekwencja będzie niska. Wtedy łatwo powiedzieć, że „nikt nie chce jeździć autobusami”.

Tyle że problemem może być nie brak zainteresowania komunikacją, lecz zły sposób jej zorganizowania.

Dlatego KO od początku postulowała przygotowanie koncepcji, a nie przypadkowe uruchomienie jednej linii.

Bezpłatnie, czyli za ile?

Burmistrz zapowiada także bezpłatne przejazdy. To brzmi dobrze, ale bezpłatna komunikacja nie oznacza komunikacji darmowej. Trzeba policzyć koszty.

Za kierowców, paliwo lub energię, serwis, ubezpieczenie i każdy przejechany kilometr zapłaci budżet miasta. Ile dokładnie? Z jakich środków? Jaki będzie koszt miesięczny i roczny?

Na te pytania również nie ma dziś publicznej odpowiedzi. Nawet radni nic na ten temat nie wiedzą, burmistrz ich nie informował, ani nie prosił opinię.

A autobusy mają ruszyć już 5 października.

Bić brawo czy łapać się za głowę?

I właśnie to najlepiej oddaje obecną sytuację.

Z jednej strony można bić brawo, że po latach lokalnej dyskusji burmistrz sięga po jeden z najważniejszych postulatów Koalicji Obywatelskiej.

Z drugiej strony trudno nie łapać się za głowę, gdy poważny system transportowy ma ruszyć za kilkanaście dni, a mieszkańcy i radni nie znają nawet jego podstawowych parametrów.

Dobrze, że burmistrz zmienił zdanie. Źle byłoby jednak, gdyby dobry pomysł KO został popsuty przez pośpiech i amatorskie przygotowanie.

Dariusz Młynarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

osiem + piętnaście =