Smerfowi Ważniakowi mówimy: stadion to nie skansen PRL-u

Smerf Ważniak znowu zabrał głos. Jak zwykle wszystko wie najlepiej, wszystkich poucza i przekonuje mieszkańców, że właśnie tak powinno się rozwijać miasto. Tym razem przekonuje nas, że kolejne setki tysięcy złotych wydawane na łatanie stadionu 1000-lecia to wielki sukces i powód do dumy.
A ja mam wrażenie, że Smerf Ważniak chce zrobić ze stadionu w Turku skansen PRL-u.
Bo czym innym jest jego filozofia działania? Stadion powstał kilkadziesiąt lat temu. Przez dekady nie doczekał się gruntownej modernizacji. Zamiast stworzyć kompleksową wizję jego przebudowy, od lat dokładamy kolejne łatki. Tu kawałek remontu, tam kawałek remontu. Tu trochę betonu, tam trochę blachy, gdzie indziej nowe krzesełka.
Problem polega na tym, że po wydaniu kolejnych milionów nadal będziemy mieć ten sam stary stadion.
Wystarczy pojechać do Środy Wielkopolskiej. Miasto podobnej wielkości, również powiatowe. Tam od wielu lat funkcjonuje nowoczesny stadion z prawdziwego zdarzenia. To właśnie dlatego można tam organizować wydarzenia rangi wojewódzkiej, takie jak finał wojewódzkiego Pucharu Polski.
Można, Ważniaku? Można.
Tymczasem w Turku nawet po zakończeniu planowanego remontu stadion nadal nie będzie obiektem zdolnym do organizacji podobnych wydarzeń. Nadal będziemy oglądać obiekt zaprojektowany według standardów sprzed kilkudziesięciu lat, tylko nieco odświeżony.
To trochę tak, jakby ktoś przez trzydzieści lat łatał dziurawą drogę. Gdy pojawia się kolejna wyrwa, wysyła ekipę z asfaltem. Po latach droga jest jedną wielką łatą, ale nadal pozostaje starą drogą o przestarzałych parametrach.
Tak właśnie wygląda dziś polityka stadionowa Smerfa Ważniaka.
Jeszcze rok temu proponowano opracowanie kompleksowej koncepcji zagospodarowania stadionu 1000-lecia. Najpierw wizja, później dokumentacja, a następnie etapowa realizacja inwestycji dostosowanej do możliwości finansowych miasta.
Dokładnie tak, jak powinno się prowadzić poważne inwestycje publiczne.
Zamiast tego wybrano drogę kolejnych remontów.
Co więcej, Smerf Ważniak chwali się wydatkowaniem ponad 600 tysięcy złotych na odwodnienie murawy i montaż oświetlenia. Tylko że mieszkańcy mają prawo zapytać o efekty.
Przypomnijmy fakty.
Po wykonaniu tych prac piłkarze Tura nie mogli rozpocząć rundy wiosennej na własnym stadionie, ponieważ murawa nie nadawała się do gry. Mecze trzeba było rozgrywać poza Turkiem. Była to sytuacja wyjątkowa w skali ligi.
A oświetlenie?
Okazało się, że nie spełnia wymogów umożliwiających rozgrywanie oficjalnych spotkań ligowych. Efekt jest taki, że Tur nie rozegrał przy nim ani jednego oficjalnego meczu.
Trudno więc uznać te inwestycje za spektakularny sukces.
Dzisiejsze unieważnienie przetargu może być paradoksalnie szansą.
Szansą dla burmistrza, aby zatrzymać się na chwilę i odpowiedzieć sobie na proste pytanie: czy naprawdę chcemy przez następne dwadzieścia lat konserwować stadion z poprzedniej epoki, czy może wreszcie zaplanować jego modernizację na miarę XXI wieku?
Co ciekawe, przy planach związanych z terenami OSiR przy ul. Armii Krajowej miasto zaczyna dostrzegać potrzebę tworzenia kompleksowych koncepcji zagospodarowania. To dobry kierunek myślenia.
Dlaczego więc nie zastosować dokładnie tej samej logiki wobec stadionu?
Najpierw całościowa koncepcja. Potem dokumentacja. Następnie realizacja w etapach.
Nie skansen.
Nie kolejne łaty.
Nie następne miliony wydawane na utrwalanie przestarzałych rozwiązań.
Rolą samorządu nie jest konserwowanie reliktów słusznie minionej epoki. Rolą samorządu jest podnoszenie jakości życia mieszkańców i tworzenie infrastruktury odpowiadającej współczesnym standardom.
Stadion nie jest wykopaliskiem archeologicznym.
A kibice Tura nie zasługują na to, by w latach 20. i 30. XXI wieku nadal tłumaczyć gościom, dlaczego stadion miasta powiatowego wygląda tak, jakby zatrzymał się kilka dekad temu.
Smerfetka
Marta Kiszewska


