Fetor w Turku i 470 tys. zł kar. Problem nadal pozostaje
Choć PGKiM podkreśla, że kontrola WIOŚ nie wykazała nieprawidłowości w pracy oczyszczalni ścieków, samo oświadczenie spółki rodzi kolejne pytania. Skoro część firm odprowadza do kanalizacji ścieki o przekroczonych parametrach, a problem odorów nadal występuje, mieszkańcy mają prawo oczekiwać większej transparentności i skuteczniejszych działań niż same dodatkowe opłaty.
Mój komentarz
Zakładając, że PGKiM pisze prawdę i uczciwie przedstawia sytuację, to… problem i tak wygląda bardzo poważnie.
Spółka podkreśla, że WIOŚ nie stwierdził nieprawidłowości w pracy oczyszczalni ścieków. I dobrze — bo nikt chyba nie chciałby, żeby oczyszczalnia działała źle. 👍
Ale jednocześnie z oświadczenia wynika coś innego:
➡️ do kanalizacji sanitarnej trafiają ścieki o przekroczonych parametrach,
➡️ PGKiM nałożyło na firmy około 470 tys. zł dodatkowych opłat,
➡️ problem odorów nadal występuje.
I tu pojawia się podstawowe pytanie: czy te kary są na tyle wysokie, żeby przedsiębiorstwom po prostu NIE OPŁACAŁO się zanieczyszczać kanalizacji? 🤔
Bo jeśli bardziej opłaca się płacić kary niż dostosować instalacje do norm, to sytuacja robi się absurdalna:
❌ firmy dalej zrzucają problematyczne ścieki,
💰 PGKiM ma dodatkowe wpływy z opłat,
🤢 a mieszkańcy nadal muszą znosić fetor.
To nie jest już wyłącznie kwestia „czy oczyszczalnia działa poprawnie”. To pytanie o skuteczność całego systemu nadzoru i egzekwowania norm.
Sytuacja chyba dojrzała do pełnej transparentności. Skoro problem trwa miesiącami i dotyczy mieszkańców wielu ulic, opinia publiczna powinna wiedzieć:
👉 które firmy przekraczają normy,
👉 jakie dokładnie były przekroczenia,
👉 jakie działania naprawcze zostały wobec nich zastosowane.
Bo dziś największy koszt tej sytuacji ponoszą mieszkańcy.
Dariusz Młynarczyk



Prawda jest taka że każdy wie jaka firma spuszcza te czerwone ścieki do kanalizacji.
Kwestia do sprawdzenia jest taka czy jeśli te normy jakościowe są przekraczane notorycznie to nie powinno zostać wszczęte postępowanie administracyjne bo ciągłe przekraczanie norm to wg. przepisów kwalifikuje się jako „przestępstwo na środowisku”, a spółka miejska badając te ścieki i narzucając tylko kary od paru lat znalazła sobie sposób na dorobienie do budżetu jednocześnie kryje tą firmę bo ma z tego niemałe profity.