Turek. Nie chcą tirów na al. Solidarności
Mieszkańcy mają dość hałasu tirów i wyścigów samochodowych na al. Solidarności. Policja ma jednak związane ręce, bo droga nie ma statusu drogi publicznej.
– To nie parkowanie w zatoczkach jest największym problemem, tylko tiry, które łamią znak zakazu wjazdu. Urządzane są wyścigi – mówią mieszkańcy domów sąsiadujących z al. Solidarności.
Okazją do rozmów na ten temat było spotkanie samorządu osiedlowego nr 8 w Turku. Korzystając z obecności m.in. wiceburmistrza oraz przedstawicieli Komendy Powiatowej Policji w Turku postanowiono kolejny już raz interweniować w sprawie drogi.
– Dlaczego tej prewencji policja nie może zrobić niedaleko stacji benzynowej, żeby tiry jadąc od Uniejowa nie jeździły wzdłuż osiedla? – pytano podczas spotkania.
Głównym powodem tego, że policja nie może ukarać kierowców, którzy na al. Solidarności urządzają wyścigi jest fakt, że droga, choć nowa, równa i można na niej rozwijać spore prędkości, wciąż jest drogą wewnętrzną. Policja zaś może interweniować tylko na drogach publicznych. Mieszkańcy rozważają zatem podjęcie radykalnych działań, takich ja protesty, chodzenie po pasach i zablokowanie trasy.
– Nas form prawna nie interesuje. Status drogi publicznej nie gwarantuje, że skończą się tam wyścigi – mówią rozgoryczeni.
Mieszkańcy nie kryją też swojego żalu do władz miasta, do których niejednokrotnie zwracali się z problemem tirów i wyścigów na tej trasie. – Były wnioski, podpisy i nic poza wykpiwaniem się nie wydarzyło.
Proszę sobie z nas nie żartować i nas nie lekceważyć – zwracano się podczas spotkania do wiceburmistrza Kurzawy.
Dla władz miasta jedynym rozwiązaniem jest natomiast dążenie do zmiany statusu drogi. Tutaj potrzebne będzie jednak porozumienie między miastem i powiatem, a o to niestety ostatnimi czasy coraz trudniej.
