Chaos i kompromitacja Rady Miejskiej Turku. Sesja pełna wpadek
Sesja nadzwyczajna Rady Miejskiej Turku miała dotyczyć czterech uchwał. Zamiast rzeczowej debaty mieszkańcy zobaczyli chaos, błędy formalne i polityczny kabaret. Nadzwyczajne było nie tempo prac, lecz skala nieprzygotowania.
Sesja nadzwyczajna Rady Miejskiej Turku pod znakiem chaosu
Wczorajsza sesja Rady Miejskiej Turku zamieniła się w scenę organizacyjnego zamieszania. Jedna sesja, cztery projekty uchwał, a w tle:
- błędy w dokumentach,
- dwie reasumpcje głosowań,
- sześć zmian porządku obrad!!
Wniosek o zwołanie sesji wyszedł od grupy radnych, którym ton nadawał Marcin Derucki. To on przygotował projekty uchwał dotyczące odwołania wiceprzewodniczącej rady. Dokumenty zawierały błędy w datach, nazewnictwie komisji oraz w opisie funkcji. Fragment uzasadnienia jednej uchwały znalazł się w innej.
Trudno nie postawić wprost tezy: radny Marcin Derucki nie wykazał się elementarną starannością legislacyjną.
Przygotowanie uchwał na poziomie szkolnej improwizacji podważa powagę organu, jakim jest rada miasta.
W sesji nadzwyczajnej nie ma miejsca na braki warsztatowe.
Przewodnicząca bez kontroli nad obradami
Za sprawne prowadzenie sesji odpowiada przewodnicząca rady, Mariola Kadrzyńska-Siwek. Tymczasem dwie reasumpcje głosowań oraz dopuszczenie do wielokrotnych zmian porządku obrad wskazują na brak panowania nad procedurą.
Wielogodzinne sesje – a ta nie była odosobnionym przypadkiem – pokazują, że przewodnicząca nie radzi sobie ze sprawnym procedowaniem porządku obrad i skuteczną organizacją pracy rady. A na tym przede wszystkim polega funkcja przewodniczącej. Wczoraj zabrakło jednego i drugiego. Ponadto
dopuszczenie do procedowania uchwał bez wcześniejszego spokojnego zapoznania się z nimi przez wszystkich radnych to naruszenie podstawowych standardów.
Dodatkowo pojawiły się sytuacje przerywania wypowiedzi radnych i wchodzenia w polemikę z pozycji przewodniczącej. Taka postawa nie buduje autorytetu funkcji. Jeśli przewodnicząca nie potrafi oddzielić roli arbitra od roli uczestnika sporu, podważa bezstronność prowadzenia obrad.
Polityczne zaplecze i odpowiedzialność
Całość odbywała się w kontekście środowiska burmistrza Romualda Antosika. Choć formalnie inicjatywa wyszła od radnych, trudno nie dostrzec politycznego tła.
Efekt sesji nadzwyczajnej jest jednoznaczny: kompromitacja organizacyjna. Zamiast merytorycznej debaty – chaos proceduralny. Zamiast profesjonalizmu – improwizacja. Mieszkańcy Turku mają prawo oczekiwać kompetencji. Wczoraj jej zabrakło.
Szkoda jedynie radców prawnych, którzy – mimo własnego dorobku zawodowego – musieli w trakcie obrad „sankcjonować” oczywiste błędy i tłumaczyć chaos, za który nie ponoszą odpowiedzialności.
Dariusz Młynarczyk


