Wszyscy szukają winnego. A kto bierze odpowiedzialność?

Smród. Protesty mieszkańców. Komunikaty. Oświadczenia. Kontrole. Wzajemne oskarżenia. Emocje sięgają zenitu. Tymczasem im dłużej obserwuje się rozwój wydarzeń wokół DeVeris, PGKiM, burmistrza i starosty, tym bardziej nasuwa się jedno pytanie: czy ktokolwiek w tej sprawie bierze odpowiedzialność za własne działania?
Na razie wygląda to tak, jakby wszyscy szukali kozła ofiarnego.
Burmistrz Romuald Antosik 8 czerwca kieruje do Rady Nadzorczej PGKiM pismo, w którym oczekuje podjęcia działań zmierzających do natychmiastowego zamknięcia przyłącza kanalizacyjnego DeVeris oraz wypowiedzenia umowy. W uzasadnieniu powołuje się na informacje przekazane przez PGKiM dotyczące stosowania przez firmę środków Ultrasil 620 i P3-hypochloran oraz na wieloletnie problemy ze smrodem.
Już sam ten dokument rodzi pytania.
Formalnie burmistrz nie jest prezesem PGKiM. Reprezentuje miasto, które jest właścicielem spółki. Nie wydaje wprost poleceń zarządowi, bo nie może. Kieruje pismo do rady nadzorczej, która sprawuje nadzór nad zarządem. Jest to więc wyraźny sygnał polityczny i właścicielski: „działajcie”.
Ale co robi prezes PGKiM? Nie wykonuje tego żądania wprost.
Zamiast natychmiast odcinać DeVeris od kanalizacji, wysyła do spółki pismo. Nie nakazuje w nim zaprzestania działalności. Nie wypowiada umowy. Nie odcina przyłącza. Wzywa jedynie do zaprzestania stosowania dwóch substancji chemicznych i oczekuje odpowiedzi w ciągu trzech dni.
To wygląda jak działanie człowieka, który chce najpierw zabezpieczyć się formalnie.
Bo jeśli sytuacja była aż tak dramatyczna i oczywista, że należało natychmiast odłączyć zakład od kanalizacji, to dlaczego tego nie zrobił? A jeśli nie była oczywista, to dlaczego dzień później ogłasza już publicznie, że DeVeris zostanie odłączony od sieci?
Co wydarzyło się między 8 a 9 czerwca, że prezes PGKiM zmienił zdanie?
- Czy pojawiły się nowe dowody?
- Czy wpłynęły nowe wyniki badań?
- Czy może prezes otrzymał pisemne stanowisko rady nadzorczej lub właściciela i uznał, że odpowiedzialność za decyzję zostanie rozłożona na więcej osób?
Tego dziś nie wiemy.
Wiemy natomiast, że sam prezes PGKiM przyznaje, iż odłączenie nie nastąpi natychmiast. Zgodnie z przepisami może to nastąpić najwcześniej po upływie ok. 20 dni.
Powstaje więc kolejne pytanie.
Jeżeli DeVeris ma rację i – jak twierdzi w swoim oświadczeniu – żadna kontrola nie wykazała dotąd naruszenia norm środowiskowych ani związku między działalnością firmy a problemami odorowymi, a spółce nie przedstawiono niezależnej ekspertyzy potwierdzającej jej odpowiedzialność za sytuację , to jakie mogą być skutki decyzji o odłączeniu spółki od kanalizacji?
Odcięcie od kanalizacji może oznaczać w praktyce zatrzymanie produkcji. To z kolei oznacza wymierne straty finansowe.
A tam, gdzie pojawiają się straty, pojawia się również pytanie o odszkodowanie.
- Czy PGKiM jest gotowe na taki scenariusz?
- Czy miasto jest gotowe?
- Czy ktoś przeanalizował ryzyko prawne i finansowe?
Historia samorządów zna wiele przypadków, gdy decyzje oczekiwane społecznie przegrywały później w sądach administracyjnych lub cywilnych. Słuszność społeczna i poprawność prawna nie zawsze idą w parze.
Z drugiej strony równie intrygujące są działania Starosty Tureckiego.
PGKiM pyta publicznie: Po czyjej stronie stoi Starosta Turecki?. Pytanie jest źle postawione. Starosta nie powinien stać ani po stronie PGKiM, ani po stronie DeVeris. Powinien stać po stronie faktów, prawa i interesu publicznego.
Jednocześnie trudno nie zauważyć, że starosta koncentruje dziś swoją uwagę przede wszystkim na oczyszczalni ścieków eksploatowanej przez PGKiM. W komunikacie informuje o wynikach kontroli i zapowiada dalsze działania wobec spółki komunalnej, w tym możliwość zobowiązania jej do sporządzenia przeglądu ekologicznego .
Naturalnie pojawia się pytanie, które zadają mieszkańcy: skoro źródłem problemu ma być DeVeris, to dlaczego równie intensywne działania kontrolne starosty nie są prowadzone wobec DeVeris?
A może są prowadzone, tylko opinia publiczna nic o tym nie wie? Jeżeli nie, to dlaczego?
I tutaj zaczyna się polityka.
- Burmistrz pokazuje mieszkańcom, że walczy z DeVeris, chociaż to jego „dziecko”, które sprowadził do Turku.
- Starosta pokazuje mieszkańcom, że kontroluje PGKiM.
- PGKiM wskazuje na DeVeris.
- DeVeris wskazuje na brak dowodów i sugeruje konieczność zbadania całego systemu kanalizacyjnego oraz oczyszczalni.
- Każdy wskazuje na kogoś innego.
A mieszkańcy nadal chcą odpowiedzi na najprostsze pytanie:
Skąd naprawdę bierze się smród i kto jest za niego odpowiedzialny?
Na razie nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi.
Jest za to coraz więcej komunikatów, coraz więcej emocji i coraz więcej prób przerzucania odpowiedzialności. A im dłużej trwa ten spór, tym bardziej można odnieść wrażenie, że największym problemem nie jest już tylko sam smród.
Największym problemem staje się brak jednej, wspólnej i opartej na twardych dowodach odpowiedzi na pytanie, kto naprawdę odpowiada za sytuację, która od lat zatruwa życie mieszkańcom Turku i okolic.
Dariusz Młynarczyk


