Turek. Pojechali zbierać winogrona. Na miejscu przeżyli koszmar
Winobranie we Francji to dobra okazja do zarobienia przyzwoitych pieniędzy, jednak nie zawsze. Każdego roku na przełomie sierpnia i września można tam spotkać wielu Polaków. Francuzi niekiedy mówią o nich „słowiańscy niewolnicy”. Jednak dla tych, którzy skorzystali z oferty pośrednika z Turku to określenie okazało się niestety prawdą.
Zaczęło się od tego, że musieli wypełnić formularz na stronie internetowej, a później zapłacić pośrednikowi po 750 złotych na transport. Obiecano im, że za dziesięciodniowy pobyt we Francji na winobraniu zarobią minimum tysiąc dwieście euro na głowę. Po dotarciu na miejsce szybko rozwiały się ich złudzenia. Okazało się, że warunki były koszmarne. Jedzenie w rowie przy autobusie, na parapecie, bo w pokoju nie było stolika, gotowanie makaronu w zlewie, praca w upale bez wody. Dla niektórych zabrakło miejsca w hotelu pracowniczym i musieli kilka nocy spać w autobusie. Pośrednik z Turku nie podpisał z nimi umów. Zostały one sporządzone w języku francuski dopiero po kilku dniach pobytu we Francji. – Momentami czuliśmy się tam, jak niewolnicy na polu – mówi jedna z osób, które wyjechały na zbiory.
Tu widać w tej sytuacji, że osoby, które podjęły te prace w zasadzie nie były zorientowane, jakie obowiązują regulacje prawne w tym zakresie, a przepisy one bardzo precyzyjnie i dokładnie obowiązki agencji zatrudnienia określają. Jest przepis, który nakłada na agencję zatrudnienia obowiązek zawarcia pisemnej umowy z pracownikiem, który zostaje wysłany do pracy za granicę, w której to umowie jest bardzo ściśle określony rodzaj pracy, warunki, kwestie związane z ubezpieczeniem społecznym, odpowiedzialnością pracownika, pracodawcy i szereg innych szczegółowych kwestii – mówi dla TVP3 Poznań Jacek Strzyżewski z Okręgowego Inspektoratu Pracy w Poznaniu.
PIP zapowiada kontrolę spółki z Turku za pośrednictwem której osoby te wyjechały na winobranie. Pośrenik sam nie ma sobie nic do zarzucenia twierdząc, że to wymysły młodych ludzi. Za złamanie przepisów o organizacji pracy za granicą instytucja może nałożyć do stu tysięcy złotych kary. Sprawa ponadto może zostać zgłoszona do organów ścigania.
foto: pixabay


